Menu

Gruba Feministka

Sarkastyczny przekaz osobistych opinii

Męczący urlop

agalcio

W tym roku poświęciłam własne potrzeby i preferencje aby sprawić radość partnerowi i odwiedzić tym razem jego rodzinę. Było to dla mnie wyjątkowo męczące doświadczenie – z wielu powodów. Jednym z nich była panująca w kraju jego pochodzenia temperatura. Ponad trzydzieści stopni w cieniu przy dużej wilgotności powietrza jest dla mnie prawie zabójcze. Nic dziwnego więc, że przez pierwszy tydzień pobytu nękała mnie koszmarna migrena. Jednak widocznie przyzwyczaiłam się nieco po tych pierwszych dniach szoku termicznego, bo drugi tydzień minął przynajmniej bez bólu. W każdym razie bez bólu głowy.

Inny ból jednak – wynikający głównie z rosnącej frustracji nie ustąpił. Zapewne wiele osób doświadcza podobnych uczuć, odwiedzając rodzinę – zarówno własną rodzinę jak i tę dalszą. Chociaż moja rodzina jest już do mnie przyzwyczajona…

Dwa tygodnie mojego urlopu przeniosły mnie w świat mojego dzieciństwa. Znowu nie miałam prawie żadnego wpływu na to co robiłam i na to co jadłam. Większość dni była zaplanowana na odwiedziny u rodzeństwa mojego partnera i tak po kolei spędzaliśmy wieczory u jego brata, jednej i drugiej siostry. Do tego rodzinny wyjazd gdzie mieszkaliśmy w drewnianej chatce, gdzie nie zrobiono osobnych sypialni – więc czułam się jak na koloniach. Żadnej prywatności i możliwości odpoczynku w odosobnieniu – dla mnie dwie najważniejsze warunki konieczne – NIEZBĘDNE – do zachowania równowagi emocjonalnej. Innymi słowy, kompletnie wariuję, jeśli nie mam zapewnionej możliwości odpoczynku od ludzi.

Równie frustrujący był fakt, że nie miałam prawie żadnego wpływu na to co jadłam. W przeszłości spędziłam zbyt wiele czasu na zaburzone odżywianie. Z doświadczenia wiem, że ograniczanie jedzenia i niewystarczające posiłki prowadzą u mnie do poważnych epizodów niepohamowanego obżarstwa. Inaczej tego nazwać nie mogę. Ale już od długiego czasu – lat iluś – stosuję zasady uważnego odżywiania i zapewniam sobie zdrowe i regularne posiłki, aby nie dopuścić do napadu ‘wilczego’ głodu.

Niestety nie mogłam codziennie robić fochów i wybrzydzać na niewielką ilość produktów żywnościowych na stole. W końcu byłam gościem i próbowałam być dobrze wychowaną osobą. Nie mogliśmy żywić się poza domem bez sprawienia przykrości naszym gospodarzom. Owszem zakupiliśmy trochę produktów, ale mama od razu zareagowała negatywnie: że jak to, oni przecież wszystko mają dla nas… Nieważne, że to co zakupiliśmy, nam miało smakować a nie jej przecież. I tak, z dnia na dzień moja frustracja rosła.

To moja uraza z dzieciństwa. Ograniczanie jedzenia łączę niepodzielnie z próbą moich rodziców odchudzenia mnie – ich grubej córki. Oczywiście próbą kompletnie nieudaną – jak wyżej pisałam – jedynym jej efektem były zaburzenia sytości i poczucie nieopanowanego głodu. Chcieli dobrze oczywiście, więc nie mam już o to pretensji. Trudno. Jednak powrót w życiu dorosłym do sytuacji z dzieciństwa wywołał we mnie okropnie, przeraźliwie smutne uczucia. Czułam się zraniona i nieakceptowana a jednocześnie niewdzięczna – bo przecież nasi gospodarze gościli nas najlepiej, jak potrafili.

Powrót do domu i do pracy był więc dla mnie odpoczynkiem. Mogę decydować o wszystkim i znowu czuć się dorosłą i odpowiedzialną osobą. Powoli powracam do równowagi, osiągniętej latami pracy nad sobą samą. Umiarkowany ruch, zdrowe odżywianie, ośmiogodzinny sen (z tym zawsze najtrudniej!) oraz czas dla samej siebie (medytacje!). Tak niewiele potrzebuję, aby zachować rozum :)

Cały wyjazd nie był jednak kompletnym nieporozumieniem. Zainspirowana wieczornymi pobytami na plaży, nagrałam bowiem kolejną medytację. Być może, ta krótka wizualizacja morza i piasku, przypomni mi te przyjemniejsze letnie chwile…

urlop

© Gruba Feministka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci