Menu

Gruba Feministka

Sarkastyczny przekaz osobistych opinii

Lenistwo

agalcio

No dobrze. Faktycznie dawno nic nie napisałam. Główną przyczyną był ten darmowy kurs psychologiczny o tym jakimi to sposobami można osiągnąć szczęście. Tak się zaczytałam (dodatkowymi lekturami również), że minął niespodziewanie miesiąc a ja niczym zupełnie się nie zdenerwowałam na tyle aby o tym napisać. Nic tylko relaksacje, medytacje, wybaczenie, wdzięczność i inne techniki sterowania własnym humorem.

Na szczęście sarkazmu i cynizmu do końca się nie oduczyłam :)

Jednak przez to pozytywne spojrzenie na otaczający świat, ludzi i samą siebie zupełnie nie mam o czym pisać. No chyba, że kolejny nudny wpis o pogodzie ducha czy czymś podobnym popełnię. A tego jakoś nie lubię, cóż począć.

Podzielę się więc wizją przyszłości. Nie moją wizją – raczej tegoż autora artykułu na BBC (w języku angielskim znowu – sorry!). W dużym skrócie tekst opisuje fakt coraz mniejszej produktywności (i większego lenistwa) w pracy oraz przyczyn tegoż problemu. Niektóre przytaczane statystyki są właściwie przerażające:

  • „Przeciętny Brytyjczyk spędza 36 dni w roku odpowiadając na emaile w pracy.” Dla porównania przesypiamy około 120 dni (zakładając ośmiogodzinne noce ale kto z nas może sobie na tak długi sen pozwolić – szczególnie jeśli sprawdzamy email późną, nocną porą)…
  • Nic dziwnego, że „80% pracodawców uważa kontaktowanie pracowników poza godzinami pracy za kompletnie akceptowalne”
  • Do tego dochodzi transport do pracy, który przeciętnym Brytyjczykom zabiera 18 miesięcy z życia.
  • „Niedawne badanie przepracowanych konsultantów zarządzania w USA wykazało, że 35% zatrudnionych w tej profesji właściwie ‘udawało’ 80-godzinny tydzień pracy.” Kto nie widział współpracowników kompletnie marnujących czas w biurze… ręka do góry!

Jedną z głównych przyczyn takiego stanu jest fakt, że technologie oraz rodzaj wykonywanej pracy kompletnie zmieniły okoliczności i pracownik biurowy nie jest tak produktywny jak pracownik fizyczny. Pracujemy w krótkich przedziałach czasu a przez resztę dnia nie zajmujemy się w zasadzie niczym konkretnym. Coraz mniej tych z nas, którzy pracują w administracji i zarządzaniu widzi jakiekolwiek efekty własnej pracy. Na dodatek szacuje się, że połowa populacji na świecie nie ma pracy wcale – rutynowe i manualne stanowiska zastąpione zostały przez techniczne innowacje. Pracy po prostu jest coraz mniej i coraz łatwiej wyobrazić sobie przyszłość w której nie będzie jej wcale (albo prawie wcale). I co wtedy?

Czy w przyszłości, właściwie wszystko będą za nas robić komputery, automaty i roboty? Czy jedynie kilka procent populacji będzie zatrudnionych na kreatywnych stanowiskach, gdzie nie jest możliwe zaprogramowanie czynności (artyści?) a reszta będzie bezczynnie korzystać z dobrodziejstw zautomatyzowanej produkcji? Kto będzie utrzymywał taką liczbę bezrobotnych? Czym będą się oni zajmować? Fascynujące pytania… i wydaje mi się, że wkrótce będziemy musieli znaleźć na nie odpowiedź.

W międzyczasie większość z nas będzie udawała, że zajmuje się czymś konkretnym w pracy. To nieuniknione jeśli chcemy tę pracę zachować (zakładając oczywiście, że pomimo naszego lenistwa, nadal wywiązujemy się z obowiązków) – szefostwo wszak patrzy. To nie jest pochwała lenistwa – jedynie jedna z wielu jego przyczyn. Osobiście wolałabym spędzić kilka godzin w tygodniu pomagając (wolontariat chociażby) niż marnując ten czas w biurze, kiedy po prostu zupełnie nie mam nic do zrobienia… ale oczywiście nie mogę skrócić nagle dnia pracy do siedmiu godzin bez przyznania, że mogłabym wykonywać więcej – ktoś za taką moją postawę zapłaciłby zapewne bezrobociem. Do tej pory radziłam sobie znajdując sobie zajęcia, które przyniosą obopólny zysk (i mnie i mojemu pracodawcy) jak choćby samokształcenie. Na razie nie odważyłam się zapytać o dodatkowe zadania bo wiem, że stagnacja w moich obowiązkach jest jedynie przejściowa (na szczęście!).

Czy to w porządku? Nie odpowiem. Trudno mi ocenić.

© Gruba Feministka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci