Menu

Gruba Feministka

Sarkastyczny przekaz osobistych opinii

Imigranci

agalcio

Kolega z oddziału w Anglii, przesłał mi poniższe zdjęcie – towar zakupiono w tamtejszym Tesco.

Moja cola

Przypomniało mi to rozmowę z bratem jaką kilka dni temu prowadziłam – o imigrantach i ich asymilacji w krajach w których odnaleźli swój nowy dom. Dyskusję wywołała właśnie reklama tego popularnego napoju zauważona przez niego w Kopenhadze, na butelkach którego umieszczono imiona takie jak na przykład Abdul… raczej niezbyt typowo duńskie imię.

Ciekawa jestem jak bardzo taka reklama denerwuje rodowitego Duńczyka w drodze do pracy, w której być może kolejne stanowiska są obsadzane imigrantami – takimi jak ja, na przykład :)

Jednocześnie fakt, że reklama ta wisi na prawie każdej stacji kolejki, oznacza w pewien sposób pogodzenie się z faktem, że tak wiele osób w tym kraju jest obcego pochodzenia, iż tworzą faktycznie dość dużą grupę konsumentów, dla których warto inwestować w reklamy. Dla których warto nawet sprowadzać butelkę z polskim imieniem do sklepów Tesco w Anglii…

Jako przybysz z innego kraju – na swoistej emigracji od prawie trzynastu lat – przyzwyczajona jestem do lokalnej ksenofobii, z którą spotykałam się wszędzie. Rzadko w pracy wśród kolegów, ale już na ulicy wśród zwykłych zjadaczy chleba, jak najbardziej. Najmniej niechęci spotkało mnie w USA – najwięcej w Anglii. W Danii wyglądem niewiele odbiegam od lokalnej społeczności więc ryzykuję ujawnienie swojej prawdziwej tożsamości jedynie kiedy się odezwę :) Ale ja mam wszak to szczęście, że urodziłam się jako białoskóra blondynka…

Słyszałam więc, że odbieram pracę rodowitym mieszkańcom albo że żeruję na ich systemie pomocy społecznej. Sprytnie pomyślane w sumie, jeśli bowiem pracuję to płacę podatki i raczej nie wykorzystuję pomocy państwa – więc oczywiście zabieram źródło utrzymania prawowitemu obywatelowi. A jeśli nie pracuję, to naturalnie żyję na koszt tego pracowitego obywatela. W moim przypadku ta druga możliwość jeszcze się na szczęście nie pojawiła ale w życiu nigdy nie wiadomo kiedy człowiek może pracę stracić…

Kiedy jednak przyjeżdżam do Polski, spotykam się z innym typem niechęci. Tam uważają, że zachowuję się niepatriotycznie wyjeżdżając bo nie zasilam własnego państwa swoją pracą, podatkami i wydatkami. W dodatku uważam się zapewne za lepszą osobę, gdyż miałam odwagę szukać szczęścia poza granicami kraju – co akurat prawdą nie jest. Ostatecznie, wszyscy uważają, że pewnie pracuję jako sprzątaczka albo na zmywaku, bo tylko na takie stanowiska zatrudniają zagranicą… też niezła bzdura. Na koniec jeszcze powiedzą, że pewnie mieszkam z dziesięcioma innymi osobami w małym mieszkanku bo tak niewiele w rzeczywistości zarabiam. Hm – kolejna pomyłka. W każdym razie tej otwartej nienawiści naszych polskich patriotów też nie jestem w stanie znieść. Prawdopodobnie to właśnie ta nasza wrogość, wieczne niezadowolenie i nietolerancja sprawiają, że nawet nie myślę o powrocie…

Wiem, że w naszym kraju nie brakuje wspaniałych, otwartych, sympatycznych i tolerancyjnych ludzi. Niestety w tłumie krzyczących, wrogich głosów, jednostki warte poznania nikną i bledną. Tak to odczuwam i widzę – niestety.

Dlatego, pomimo poczucia pewnego wyalienowania i obcości jakiego doświadczam od czasu do czasu w aktualnie zamieszkiwanym kraju, zdecydowanie preferuję żyć w miejscu gdzie większość obywateli jest ze swojego życia zadowolona. Gdzie człowiek nie zastanawia się co z nim będzie jeśli nagle straci pracę. Gdzie nie trzeba oszczędzać przez rok albo i dłużej na krótkie wakacje. Gdzie samotna osoba może kupić ładne mieszkanie (na kredyt ale jednak!). Gdzie mniej biurokracji, populizmu w mediach i kłamstw polityków (choć mniej nie oznacza że wcale ich nie ma). Gdzie łatwiej oszczędzić na przyszłość – bezpieczniej wychować dzieci. I tysiące innych powodów, dla których lubię żyć w tym obcym kraju.

Dodatkowym plusem jest pewne wyzwanie – nowy język, inne zwyczaje, inna kultura i ludzie. Chociaż do tej pory Kopenhaga to najlepsze miejsce w którym przyszło mi żyć, nie wiem czy będzie też ostatnim. Jeśli przyzwyczaję się do lokalnego smaku i zabraknie mi tej nowości – jeśli zniknie to poczucie obcości, które teraz odczuwam, być może nastanie czas na kolejną przeprowadzkę :)

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • perelka.6

    Zgadzam się z tym co piszesz. Jest jeszcze jeden fakt, dość przykry, że Polacy na obcej ziemi są większymi wrogami. Zamiast w jakiś sposób się wspierać i sobie pomagać odwracamy się plecami do rodaków.

© Gruba Feministka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci