Menu

Gruba Feministka

Sarkastyczny przekaz osobistych opinii

Brak

agalcio

Niewiele mi w życiu brakuje. Taka po prostu szczęściara ze mnie. Owszem, swoją dozę smutnych wydarzeń przeżyłam, łącznie ze śmiercią najbliższych osób. Ale jednak, mimo wszystko, wyjątkowo dobrze mi się żyje. Nieczęsto do tego jednak się przyznajemy, czyż nie? Nie chcemy bowiem zapeszyć… takie zabobony. A może głupio nam bo uważamy, że takie zadowolenie z życia nie przystoi? Powinniśmy wszak wszyscy narzekać?

Ja też należałam do grupy osób, które zawsze znalazły chociaż jeden powód do niezadowolenia. Czasami nadal łapię się na narzekaniu – ale jakby coraz rzadziej. Nie wiem czy to moja na nowo odkryta samoakceptacja czy po prostu z wiekiem łatwiej akceptuję fakt,  że nie mogę mieć w życiu wszystkiego. Nie wiem jak osiągnęłam stan takiego samozadowolenia – zaskakuje mnie on i czasami nawet przeraża… nie chcę zapeszyć?

Mam wszystko co niezbędne do przeżycia – pracę, mieszkanie, pożywienie i tym podobne. Nie brakuje mi ciekawych zajęć – czytania, oglądania, zwiedzania, poznawania ludzi, dyskutowania, grania w gry i tony innych. Jestem nadal zdrowa i sprawna więc mogę być tak aktywna jak tylko mam ochotę. Widzę, słyszę i za dużo gadam :)

Wiem – niektórzy  nie mają szczęścia i nie dostają od życia nawet tych podstaw. Jednak być może  dostają coś, czego ja nigdy nie poznam? Umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami losu. Cierpliwości. Talentu? Sadzę, że każdy z nas ma pełne prawo być kompletnie zadowolonym ze swojego życia. Nawet jeśli dla kogoś z zewnątrz może wydawać się ono niepełne. I tak dotarliśmy do sedna mojego dzisiejszego wpisu…

Często słyszę – czy nie brakuje Ci miłości? Czy nie chcesz mieć dzieci? A kto na starość Ci herbatę poda…

Takie stereotypowe teksty – i pełne niezrozumienie, kiedy odpowiadam, że mi na serio niczego nie brakuje! Owszem, jak spotkam osobę z którą będę chciała dzielić moje życie, to pewnie będę też z tego zadowolona… ale żebym odczuwała jakiś szczególny brak? O nie. Widocznie jestem jakoś inaczej zbudowana, jakaś ‘nienormalna’ jestem. Albo po prostu kłamię…

Tak – i to właśnie chyba najbardziej mnie denerwuje. Wszyscy Ci co uważają, że na pewno kłamię bo wszak nie odmawiam zaproszeniom na randki a na dodatek założyłam ten profil na Internecie. Bo skoro nie mogę znaleźć nikogo to na pewno dlatego, że jestem nieatrakcyjna (jakże subiektywny termin) – nic dziwnego więc, że mówię, iż mi nie zależy… bo wstyd mi, że nikt mnie nie chce…

W skąd nas tyle podejrzliwości – nie wiem. Ja odpowiadam najczęściej – myśl sobie co chcesz! W końcu to ja mam mieć świadomość czy faktycznie jestem zadowolona ze swojego życia czy też może oszukuję samą siebie… To chyba jedyne wyjście w takich sytuacjach bo niektórych za nic nie jesteśmy w stanie przekonać. W pełni świadomie więc dzisiaj mówię – uwielbiam moje życie, tutaj i teraz. I mam jedynie złudną nadzieję, że będzie tak trwało w nieskończoność :)


Jutro staję się na długi weekend turystką w Kopenhadze więc sądzę, że nic nie napiszę co najmniej do poniedziałku – o ile coś podczas zwiedzania nie natchnie mnie szczególnie twórczo… życzę więc wszystkim udanego weekendu, słońca i radości!

Sunset

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • tyl33

    Twoja inwencja twórcza powala na kolana. Ale to, że umiesz się cieszyć tym co masz, jest rzadkie i godne pochwały. Mam podobnie, więc bardzo się podpisuje pod tym tekstem. Choć konta na serwisie randkowym nie mam:)

© Gruba Feministka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci