Menu

Gruba Feministka

Sarkastyczny przekaz osobistych opinii

Filozofia życiowa

agalcio

Ponad trzydzieści lat przeżyłam próbując dostować samą siebie do schematów kulturowch i oczekiwań otoczenia. Nie zdołałam nic osiągnąć – nawet gdy udało mi się przybliżyć do ideałów aktualnie propagowanych. Zawsze były kolejne niedociągnięcia do poprawienia i nigdy nie było powodu do pełnego zadowolenia.

Moja względnie nowa filozofia życiowa to akceptacja. Przede mną leży zapisany na karteczce cytat, który rok temu zastosowałam po raz pierwszy w swoim życiu: Aby zdobyć coś, czego nie mamy, należy zrobić coś, czego do tej pory nie robiliśmy! Próbowałam tak wielu rozwiązań w moim życiu w celu znalezienia zadowolenia, poczucia przynależności i akceptacji. Kolejne sposoby się nie sprawdzały a ja traciłam ducha i wpadałam w kolejny dołek. Bez względu na skutek, próbowałam usilnie zmienić swój wygląd i zachowanie aby w końcu móc się zaakceptować.

Trudno było mi się przekonać, że aby zaakceptować siebie i swoje życie, nic w nim nie trzeba zmieniać, oprócz nastawienia. To nie jest łatwe – ale też jest prostsze niż syzyfowa próba dostosowania się do oczekiwań otoczenia. To rozwiązanie, które wielu z nas w ogóle nie przychodzi do głowy... bo jak mogę siebie taką brzydką, grubą, nieidealną, w dużym nosem, leniwą, ... wstaw tu swój ulubiony epitet... zaakceptować? Ten strach, że jeśli zaakceptuję siebie taką nieidelną, to przestanę zupełnie o siebie dbać. Ten strach, że jeśli siebie pokocham taką jaką jestem, to zostanę odrzucona przez innych, szczególnie tych, którzy codziennie walczą sami ze sobą aby dosięgnąć nieosiągalnej perfekcji...

Przekornie pytam... czy dbasz jednak o ludzi, których nie lubisz albo, co gorzej, nienawidzisz? Czy zależy Ci na akceptacji tych, którzy sami siebie nie potrafią zaakceptować?

Ja odpowiedziałam na oba pytania stanowczo: nie!

Dbam o tych i szanuję przede wszystkich tych, których lubię i kocham. Dla nich jestem w stanie poświecić mnóstwo czasu i energii... przychylić im nieba niemal. Dlaczego więc myślimy, że zapuścimy się zupełnie, jeśli tylko przestaniemy walczyć z własnym ciałem i pozbędziemy się niechęci i obrzydzenia na swój widok w lustrze? Dlaczego ja sama tak myślałam?

Najboleśniejsze w moim dzieciństwie było to, że moja własna Matka nie potrafiła mnie do końca zaakceptować, gdyż byłam dużą dziewczynką – nie otyłą, nawet niespecjalnie grubą, po prostu z tych dużych. Nie zauważyłam wtedy, że przelewa ona we mnie jedynie swój brak akceptacji. Zawsze na diecie, trudno musiało jej być znosić widok dziecka ze smakiem zajadającego się pierogami. Teraz jednak widzę to jasno – prawie wszyscy, którz mnie nie akceptują, borykają się sami ze sobą. To ich problem, że mnie nie lubią albo ich obrzydzam, nie mój. Z czasem zresztą coraz mniej ważna jest dla mnie ta przynależność do grupy, która miała tak wielki na mnie wpływ wcześniej. Bardziej chołubię bliskich przyjaciół, którzy zaakceptowali mnie dokładnie taką jaka jestem i mówią: nigdy się nie zmieniaj!

Lista dziwnych rzeczy, których wcześniej nie robiłam (ba! uważałam, ze są takie naiwne...):

- Codzienny i każdorazowy uśmiech do siebie w lustrze

- Codzienny komplement dla siebie samej (mówiony do siebie i do otoczenia)

- Codzienny komplement dla otoczenia (szczególnie kobiet... my tak bardzo tego potrzebujemy!)

- Regularne i beztroskie jedzenie (czyli takie, w którym nie oceniam pokarmów jako dobrych albo złych) do sytości

- Sprawiający przyjemność ruch (dla mnie spacery, spacery, spacery... moge chodzić godzinami)

- Pozytywne medytacje (z afirmacjami włącznie!)

- Czytanie pozytywnych blogów (te niestety znajduję na razie jedynie w języku angielskim – jeśli istnieją jakieś polskie bardzo proszę o sugestie)

 

Jeśli chcesz dołączyć do grona zadowolonych, zacznij od punktu pierwszego... najprostszego i nic nie kosztującego. Może sam w sobie poprawi humor i nastawienie choćby na jeden dzień!

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • po30stce

    Polecam Ci szczery tez blog : bezdzietnamama.blox.pl
    Pozdrawiam z Hamburga!

© Gruba Feministka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci